wszystkie te wasze wielkie litery
zużyte hasła na billboardach
możecie sobie wsadzić
w szczeliny między płytami
mnie tam nie ma
siedzę w kuchni
patrzę jak mucha odbija się od szyby
choć obok okno jest otwarte
to jedyna uczciwa metafizyka
świat jak zepsute radio
trzeszczy w sąsiednim pokoju
ktoś krzyczy
że to już koniec
sprawdzam
czy kawa jeszcze ciepła
kawa jest zimna
na tym kończy się
dzisiejszy porządek rzeczy
w obrębie tego stołu
nie patrz na mnie tak
jakbym był winny
tych wszystkich nieudanych rewolucji
piję colę
palę wiersz
czekam
aż ciemność na klatce schodowej
stanie się na tyle gęsta
żebym mógł w niej spokojnie zniknąć
zanim znów zadzwoni domofon