Kategorie
Post

jedenasty lipca

niebo miało kolor pomyj.
było najgorsze, bo tylko patrzyło.

wieś w gaciach i koszuli,
rozpruta na ganku,
zanim zdążyła pojąć.

niedziela szła do kościoła –
wróciła bez języka,
wleczona za gardło.

matka upchała dzieci pod spódnicę.
płótno nasiąka najszybciej,
kiedy historia wchodzi do izby
z twarzą sąsiada i zapachem wódki.

a teraz wycierają juchę o rękawy.
plują w żywe oczy: to nie nasze noże.
skrobią paznokcie z cudzego mięsa,
ich prawda rzyga czystością.

nie pytaj, czy ziemia pamięta.
ziemia to tłuste, ślepe gardło.
przełyka i milczy.

i tylko lipcowa trawa rośnie niżej.
kuli łeb,
żeby znowu nie ścięli.

Kategorie
Post

prawy pas

wyjechałem nocą

miasto jeszcze chwilę
trzymało się szyby
mokrym odbiciem przystanku

potem została tylko droga

deszcz sypał po masce
drobnym szkłem

wycieraczki zsuwały noc
na boki

wracała

na tylnym siedzeniu
pusta butelka
stukała o drzwi

telefon rozciął ciemność
raz i drugi

niektóre głosy
gasną po pierwszym sygnale

ciężarówki dudniły obok
ich światła ślizgały się po dłoniach
niczym cudze palce

trzymałem kierownicę
za mocno

ominąłem kolejny zjazd
zwolniłem

usłyszałem wtedy
że nikt mnie nie goni

tylko w lusterku
jadę bez świateł

Kategorie
Post

niepoukładny

najlepiej mi się samemuje
gdy dzień nie prosi
żebym go poskładał

krzesło stoi bokiem
jakby miało własne nie

herbata stygnie
po mojej stronie

nie pyta
dla kogo

nie muszę nikomu
odludzić miejsca

ani prostować głosu
przed wejściem

za oknem
miasto paruje ludzi
do siebie

ja zostaję krzywo

trochę przy stole
trochę poza nazwą

nikt mnie nie dopina
do zdania

nikt nie liczy
ile mnie brakuje

i wtedy
ten brak
przestaje być ubytkiem

nie do pary
ale własny

Kategorie
Post

on

szarpie druty
ma dziury w kolanie
a na dupie puszczają dwie łaty

mówią: twój syn

na zdjęciu
skóra naciągnięta na głód

chleba mu dam
wczorajszego

on tylko patrzy
jakby już dawno
nie miał czym gryźć

Kategorie
Post

przystanek końcowy

na końcu osiedla
autobus odetchnął spalinami

kierowca wysiadł
i splunął pod koło
jakby oddawał miastu
wczorajszy dzień

pod wiatą
chłopak w bluzie
grzał kebab w dłoniach

dziewczyna śmiała się
do telefonu
tak głośno
że gołębie
przeszły pod monopolowy

w reklamówce
niosłem chleb
i proszek do prania

na tablicy migotało
opóźnienie

wiatr przesuwał pety
po chodniku
jakby liczył
kto jeszcze
ma do czego wracać

Kategorie
Post

papierowa maska

mam maskę z papieru
z oczami z kredek

kiedy ją zakładam
jestem kimś innym

nie jestem tym chłopcem
ktury się boi

mówię wtedy
nic mnie nie boli

jestem duży
i bardzo odważny

w domu też czasem
noszę taką maskę

uśmiecham się
kiedy trzeba

w szkole mówię
wszystko jest dobrze

chociarz w środku
chce mi się płakać

dorośli też mają maski
tylko większe

tata ma ją w pracy
mama gdy ktoś dzwoni

a ja mam swoją
z papieru

jest lekka
ale trudno ją zdjoć

bo jak spadnie
wszyscy zobaczą

że nie byłem odważny
tylko mały

Kategorie
Post

Wędrówka

Cztery ścieżki dzień przynosi,
jeden wybór zawsze mamy.
Reszta znika bez wartości,
nie powrócą już ich ślady.

Niezależnie od kierunku,
którą drogą znów ruszymy,
życie szepcze: nie oszukuj —
to wędrówka pełna winy.

Dzisiaj, kiedy patrzę w chmury,
chciałbym zerwać jedną z nieba,
nim przeminie obraz złudny,
w którym żyje twarz dziecięca.

Zapatrzony w piękne wizje,
wciąż pragnąłem być dorosły.
Teraz jednak lepiej widzę,
jak czas grywa ze mną w kości.

Kategorie
Post

zasuwka

klucz obrócił się raz
i ucichł w zamku

matka została na klatce
z mlekiem w reklamówce

za drzwiami ojciec
szarpnął klamkę

potem powiedział
spokojnie

tak cicho
że sąsiadka z dołu
uchyliła drzwi

z kuchni kapała woda
równo
do pustego zlewu

matka postawiła mleko
pod ścianą

zdjęła buty
na wycieraczce

i nie podniosła ich
nawet wtedy

gdy zamek puścił

Kategorie
Post

miejsce przy oknie

wakacje przyszły znowu
z reklamówką czereśni
i lepkimi palcami dzieci

na klatce ktoś wynosi walizkę
jakby niósł z domu
lepszą wersję siebie

wszyscy mają dokąd jechać

zostałem przy oknie

w pokoju
gdzie lipiec od lat
przesuwa tylko światło

na parapecie leży bilet
sprzed dawnego lata
wyblakły tak bardzo
że nie ma już miasta

jest tylko data
do której nie umiem wrócić

mówię cicho
ale lato
nie słyszy
idzie dalej

z wodą we włosach
po kąpieli w rzece

i nawet nie ogląda się
czy ktoś jeszcze
stoi za szybą

Kategorie
Post

miasto które mnie pamięta

moje miasto
nie potrzebuje nazwy

w dzień udaje zwykłe życie
okna
rozkład jazdy
kartkę z napisem zamknięte

po zmroku
zdejmuje z ulic ludzkie ślady
i układa je w bramach
żeby sprawdzić
komu jeszcze drży powrót

domy tutaj nie zasypiają

stoją cicho
ciepłe od środka
jak zwierzęta
w za ciasnych kagańcach

na klatkach schodowych
czasem oddycha ktoś
kto wyszedł po papierosy
i po trochę lepsze życie

a potem nie trafił
z powrotem do siebie

pies szczeka
w puste miejsce

ono odpowiada mu
cienkim gwizdem
spod rynny

kałuża
nie pokazuje twarzy

pokazuje drogę
ominiętą kiedyś
a potem noszoną
pod żebrem

to miasto
umie przestawiać ulice

rano idę tą samą stroną
a mijam siebie

młodszego
z oczami jeszcze otwartymi
na wszystkie wyjścia

stoi pod bramą
nieświadomy
że z domu można wracać latami

patrzy
i pyta bez głosu

czy warto było dorosnąć

nie odpowiadam

z kominów
zsuwają się ptaki
czarne od cudzych pieców

siadają na dachach
i czytają mój cień
zanim zdążę się odezwać

latarnia pochyla się nisko

nie świeci

sprawdza
czy została twarz
czy tylko nazwisko
przyuczone do milczenia

wtedy rozumiem

to nie ja mieszkam tutaj

to ono
od lat
przesuwa bramy pod żebrami

liczy moje powroty

otwiera noc
zawsze w tym samym miejscu

i wpuszcza do środka
jak kogoś
kto dawno umarł

ale nadal
śni
po tej samej stronie miasta